Sport-City

BLOG

Aktualności

Blog Title
Mamy pierwsze złoto dla Polski na igrzyskach w Rio

Polacy mają wreszcie pierwsze złoto na igrzyskach olimpijskich w Rio. Najwyższe podium wywalczyły wczoraj wioślarki Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj. Nasi siatkarze pokonali natomiast Argentynę, wysunęli się na pierwsze miejsce w grupie i są już niemal pewni awansu. Zapraszamy na Misję Rio, gdzie goście Michała Pola będą komentować bieżące wydarzenia z igrzysk.


Czytaj więcej

Blog Title
Mamy pierwszy medal! Majka na podium po fantastycznym wyścigu!

Zwyciężył Belg, Greg Van Avermaet, który na finiszu wyprzedził Duńczyka, Jakoba Fuglsanga. Sobotni kolarski wyścig ze startu wspólnego mężczyzn był jedną z naszych pierwszych medalowych nadziei w Rio. Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, wspomagani przez Macieja Bodnara i Michała Gołasia mieli powalczyć o udane dla Polski otwarcie imprezy. Rywalizować im przyszło na trasie, określanej mianem najtrudniejszej od lat. Zwłaszcza druga jej część, znaczona podjazdem pod Vista Chinesa (8,9 kilometra, 6,2%), który zawodnicy pokonywali aż trzykrotnie, miała wyeliminować z rywalizacji o złoto przypadkowych kandydatów. Pierwsza, licząca ponad 150 kilometrów, była o wiele łatwiejsza, choć swoje trzy grosze wtrącał boczny wiatr i powtarzający się sektor bruku. Zdaniem ekspertów, w grze o najwyższy stopień podium liczyć powinni się przede wszystkim kolarze specjalizujący się w jeździe w wysokich górach. Jako głównych faworytów wymieniało się Hiszpanów: Alejandro Valverde i Joaquima Rodrigueza, Włocha Vincenzo Nibalego, reprezentantów Wielkiej Brytanii: Christophera Froome'a i Adama Yatesa, Kolumbijczyków - Estebana Chavesa i Rigoberta Urana oraz Rafała Majkę. Zawodnik z Zegartowic, mający za sobą bardzo udany Tour de France, który zakończył z koszulką najlepszego "górala" zapowiadał walkę i liczyć mógł na pełne wsparcie ekipy. Zaraz po starcie zawiązała się sześcioosobowa ucieczka, w której znalazł się Michał Kwiatkowski. Obok niego w odjeździe kręcili Jarlinson Pantano (Kolumbia), Michael Albasini (Szwajcaria), Sven Erik Bystroem (Norwegia), Simon Geschke (Niemcy) i Paweł Koczetkow (Rosja). Do pracujących zgodnie zawodników po chwili doskoczyć próbował także Czech, Petr Vakoc, jednak ta sztuka mu się nie udała. Uciekinierzy szybko wypracowali pokaźną zaliczkę. 210 kilometrów przed metą wynosiła ona już ponad pięć minut. Peleton jechał w spacerowym tempie, główni faworyci skryci byli w ogonie stawki, czekając na rozwój wydarzeń. Nic zatem dziwnego, że przewaga nadal rosła i już 20 kilometrów dalej przekroczyła granicę siedmiu minut. Maksymalnie wynosiła odrobinę ponad dziesięć, jednak wraz z rozwojem wydarzeń zaczęła szybko topnieć. Około 170 kilometrów przed metą defekt przydarzył się Maciejowi Bodnarowi. Problemy na szczęście nie okazały się poważne i Polak szybko powrócił do głównej grupy. Grupy, która powoli odrabiała już straty. Na 150. kilometrze jechała już tylko pięć minut za czołówką. W niej najmocniej pracował Pantano a "Kwiatek" kręcił bardzo spokojnie, bez wyraźnych oznak zmęczenia. Najtrudniejszym dla kolarzy fragmentem pierwszej części trasy był krótki, brukowany sektor, który zwłaszcza zawodnikom z nieco bardziej egzotycznych kolarsko krajów (jak Korea Południowa czy Gwatemala) sprawiał sporo problemów. Wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, że najtrudniejsze dopiero przed zawodnikami. Polacy, z wyjątkiem "kręcącego" w ucieczce Kwiatkowskiego jechali schowani w grupie, maksymalnie oszczędzając siły i unikając pecha. Na jej czele najmocniej pracowali Hiszpanie, Brytyjczycy i Włosi, którzy nie mieli przedstawicielstwa w odjeździe. Pierwszy podjazd pod Vista Chinesa ucieczka rozpoczęła z przewagą niespełna dwóch minut nad peletonem, który po interwencji reprezentanta Wielkiej Brytanii, Stephena Cummingsa, nadającego bardzo mocne tempo, znacząco się rozciągnął. Niezmiennie jednak czujni byli nasi zawodnicy, a osłaniany od wiatru Rafał Majka wyglądał bardzo spokojnie i pewnie. Po rozpoczęciu podjazdu przewaga zaczęła błyskawicznie topnieć. Mocniej kręcić zaczęli Włosi, zaś od zasadniczej grupy odpadł Michał Gołaś. W końcu czołówka się rozpadła i na 71 kilometrów przed metą na czele pozostali tylko Kwiatkowski i Koczetkow. W międzyczasie od peletonu oderwała się czwórka: Gerraint Thomas (Wielka Brytania), Damiano Caruso (Włochy), Greg Van Avermaet (Belgia), Rein Taarmae (Estonia). Polak i Rosjanin zgodnie współpracowali, a ścigający ich rywale delikatnie się przeliczyli: po mocnym początku wyraźnie wytracili tempo i zamiast wypatrywać przed sobą byłego mistrza świata, musieli nerwowo oglądać się za siebie, wypatrując peletonu. 65 kilometrów przed metą mieli zaledwie kilkanaście sekund przewagi przed główną grupą, a do "Kwiatka" tracili ich ponad 40. Ekipę goniących wzmocnili w międzyczasie Sergio Henao (Kolumbia) i Andrij Zeits (Kazachstan). Kilometry mijały, a sytuacja na trasie nie ulegała większej zmianie. W peletonie do pracy zabrali się Hiszpanie, którzy jako jedyni z grona faworytów w żadnej z dwóch czołowych grup nie mieli swojego przedstawiciela. 60 kilometrów przed metą zasadnicza grupa jechała około 30 sekund za goniącymi, którzy z kolei tracili o dziesięć sekund więcej do Michała Kwiatkowskiego i Koczetkowa. Na 50. kilometrze Kwiatkowski, którego w międzyczasie Rosjanin opuścił, miał 34 sekundy przewagi nad goniącymi i około minuty nad peletonem i wciąż ją utrzymywał. Serca polskich kibiców biły coraz mocniej. 46 kilometrów przed metą dopędzili go goniący. W peletonie robiło się coraz bardziej nerwowo: raz za razem pojawiały się ataki, ale żaden z nich nie zakończył się powodzeniem. Na 45. kilometrze łapany przez pościg został "Kwiatek", który jednak nie odpadł od grupki, a "wiózł się" na jej kole. Po pięciu kilometrach wspólnej jazdy miała ona 30 sekund przewagi nad peletonem, więc jasne było, że jeszcze przed ostatnim podjazdem stopnieje do zera. 32 kilometry przed metą zawiązała się mocna grupa, w której znaleźli się m.in. Vincenzo Nibali i Rafał Majka. Był w niej też Kwiatkowski, który ostatnim wysiłkiem napędzał ją na płaskim terenie, starając się powiększyć przewagę nad peletonem. Ta sztuka się udała: ostatni podjazd pod Vista Chinesa rozpoczynała ona z około minutową przewagą. "Kwiatek" chwilę później zakończył pracę, zaś czołówka, w której znaleźli się, obok Majki, między innymi Fabio Aru i Vincenzo Nibali utrzymywała na podjeździe swoją zaliczkę. Z głównej grupy zaatakował 23 kilometry przed metą Tanel Kangert, do którego doskoczyli Joaquim Rodriguez (Hiszpania) i Louis Meintjes (RPA). Nie był jednak w stanie odrobić straty do liderów, którzy zaczęli się "testować" serią krótkich ataków. 20 kilometrów przed metą szarpnął "Rekin z Messyny", ale dla Polaka także ten atak nie był wyzwaniem. Po raz kolejny bez problemu dopędził on Włocha i po chwili cała grupa znów jechała razem. Byli w niej, obok wspomnianego duetu, Gerraint Thomas (Wielka Brytania), Sergio Henao (Kolumbia) i Greg Van Avermaet (Belgia). Po chwili dołączyli jeszcze Joaquim Rodriguez (Hiszpania), Andrij Zeits (Kazachstan) i Louis Meintjes (RPA). Nibali wiedział, że takich kolarzy nie można zostawić samopas i po raz kolejny zaatakował. Podążyli za nim Henao i Majka. Trzyosobowa grupa najtrudniejszy fragment pokonała razem, mimo kolejnych zakusów Włocha, który starał się "poprawić" i zostawić rywali za plecami. Zjazdy trio rozpoczęło z zaliczką kilkunastu sekund nad goniącymi rywalami. Na zjeździe Nibali i Henao zaliczyli wywrotkę, a Majka pognał sam w kierunku Copacabany. Płaski odcinek do mety rozpoczął z przewagą około 20 sekund, lecz jasnym było, że nie zdoła obronić tej zaliczki na ostatnich ośmiu kilometrach. Kilometr przed "kreską" dopadli do niego Van Avermaet i Fuglsang, którzy między sobą rozstrzygnęli kwestię zwycięstwa. Polak przeciął linię mety jako trzeci. źródło: Przegląd Sportowy


Czytaj więcej